Wycieczka do Paryża

Prezentacja (Weronika Leśniak i Angelika Jastrzębska)

Paryzjum – niezapomniane miasto

W dniach 3 – 8 października odbyła się, organizowana przez naszą szkołę, wycieczka do Paryża. Wyjeżdżając, każdy z nas miał nadzieję na 4 dni pełne wrażeń. Nie zawiedliśmy się. Do Paryża przyjechaliśmy nad ranem, po 17 godzinach jazdy autokarem. Od razu odczuliśmy jego specyficzny klimat. Typowe kamieniczki, wąskie uliczki itd. Jak tylko się przejaśniło, zaczęliśmy zwiedzać. Pan przewodnik pokazał nam, jak korzystać z metra, żeby się nie zgubić i pojechaliśmy do La Defence – nowoczesnej dzielnicy Paryża. Nie potrafię opisać słowami, jakie wrażenie wywarło to miejsce na mnie i pewnie na wszystkich uczestnikach wycieczki. Wielkie, szklane wieżowce, ogromny Grand Arche, który w rzeczywistości wydaje się tysiąc razy większy niż na obrazkach, a między tym fantazyjne rzeźby jak np. ogromna rzeźba kciuka. Aparaty poszły w ruch... Od tej pory prawie zawsze były w akcji, czuliśmy się trochę jak Japończycy. Weszliśmy na dach Grand Arche, skąd rozciągał się niesamowity widok. I niestety, musieliśmy pożegnać się z tą zadziwiająca dzielnicą.

Następny przystanek – Cmentarz Pere La Chaise. Jest to miejsce, na którym z pewnością nie chciałabym się znaleźć sama w nocy. Pełno jest tam grobowców (nie zwykłych nagrobków), które wyglądają jak malutkie domki każdy z nich jest inny, każdy bogato zdobiony. Wśród nieskończonej ilości grobów odnaleźliśmy dwa bardzo istotne. Pierwszym był grobowiec Fryderyka Chopina z mnóstwem świeżych kwiatów, które ponoć zawsze zdobią miejsce jego spoczynku. Drugim grobem był grób Jima Morrisona wokalisty zespołu The Doors ten zaś otoczony był żelaznymi barierkami, które mają chronić go przed fanatycznymi wielbicielami artysty. Kolejnym miejscem zwiedzania było wzgórze Montmarte. Idąc na owe wzgórze, mijaliśmy po drodze sklepiki z pamiątkami, obrazami ,obrazeczkami, figurkami – nie na darmo nazywają to miejsce dzielnicą artystów. Na samym wzgórzu stoi bazylika Sacre coeur. Po przebyciu ogromnej ilości schodów i pominięciu panów, którzy „łapali na sznurek” (polegało to na tym, że stali przy wejściu na teren bazyliki i przechodzącym turystom z zaskoczenia zakładali na palec pętelkę i pletli jakąś bransoletkę ze sznurków, za którą potem trzeba było zapłacić) udało nam się wreszcie do niej dotrzeć. Po zwiedzeniu bazyliki i kupnie pierwszych pamiątek ruszyliśmy dalej.

Następnym przystankiem był plac Pigalle (ten od kasztanów), tam pan przewodnik opowiedział nam, że było to ulubione miejsce pań lekkich obyczajów, przyszły tu śladami artystów, którzy, jak to artyści, często potrzebowali odnaleźć swe natchnienie w ramionach owych pań. Ostatnią atrakcją tego dnia był Moulin Rouge. Niestety, mogliśmy zobaczyć kabaret jedynie z zewnątrz. Zmęczeni i głodni poszliśmy wreszcie coś zjeść. Najedliśmy się do syta, ponieważ przewodnik zabrał nas do lokalu, w którym jedynie mięso (lub ryba) były wyliczone, natomiast całą resztę można było brać do woli Później czekało nas jedynie zakwaterowanie i upragniony nocleg.

Następnego dnia zwiedzaliśmy Wersal. Jako pierwsze - ogrody wersalskie. Trafiliśmy akurat na „Wodny musical”, wszystkie fontanny były włączone i w każdej części ogrodów puszczana była inna muzyka, rodem z arystokratycznego balu. W samym pałacu, który był ogromny (mieszkało tam ponad 3 tys. arystokratów), zwiedzaliśmy jedynie komnaty królewskie, co i tak stanowiło długa wycieczkę po ogromnych salach. Pomyślałam sobie, że gdybym miała takie łóżko jak królowa francuska, to mogłabym w nim zamieszkać. Kolejnym naszym celem był Luwr. Olbrzymie muzeum, w którym nie sposób się nie zgubić. Ale my, uzbrojeni w mapki terenu, poradziliśmy sobie i najważniejsze eksponaty widzieliśmy. Należały do nich oczywiście: Mona Lisa, Wenus z Milo, Nike z Samotraki oraz eksponaty ze starożytnego Egiptu i innych starożytnych cywilizacji. Na zwiedzaniu tych dwóch olbrzymich obiektów oraz na staniu w kolejkach do nich prowadzących (chociaż i tak dostaliśmy się tam w błyskawicznym tempie, biorąc pod uwagę ciągnące się w nieskończoność kolejki turystów, którzy byli indywidualnie lub nie mieli rezerwacji) minął nam cały dzień. Chociaż byliśmy tylko w dwóch miejscach to zmęczyło nas to tak samo jak dzień poprzedni.

W trzecim dniu zrezygnowaliśmy z metra, żeby pospacerować uliczkami Paryża . W końcu dotarliśmy pod wieżę Eiffela, którą podziwialiśmy z daleka już od dwóch dni. Wydawała nam się wtedy taka mała i byliśmy lekko rozczarowani, że ten symbol Francji nie jest taki boski jak wszyscy mówią. Dopiero trzeciego dnia, gdy podeszliśmy bliżej, dostrzegliśmy piękno wieży. Naprawdę zasługuje ona na podziw. Z bliska jest ogromna i jeszcze piękniejsza niż na wszystkich fotografiach. Tylko... Francuzi, żeby uczcić swe zwierzchnictwo w UE po jednej stronie wieży przyczepili złote gwiazdki, moim zdaniem bez nich wieża wygląda lepiej. Zawsze pozostają jeszcze trzy wolne od gwiazdek strony Wjechaliśmy na wieżę. Przy tym co tu widzieliśmy, widoki z Grand Arche były jedynie namiastką. Z La Tour Effel (tak z francuska ) widok był fantastyczny. Mieliśmy widok na całe miasto, na każdą jego część. Po ekscytującej wizycie na wieży ruszyliśmy dalej.

Pałac Inwalidów, gdzie spoczywa sam Napoleon, był niestety zamknięty, więc obejrzeliśmy go tylko z zewnątrz i ruszyliśmy dalej. Kolejne zabytki to katedra Notre Dame, która też robiła niesamowite wrażenie, ogromna, mistycznie zdobiona, po prostu cudo, oraz ostatni już zabytek Panteon. Mogliśmy tam zobaczyć grób Marii Skłodowskiej – Curie, którą Francuzi nazywają Marie Curie i jedynie dodają, że z domu Skłodowska. W okolicach Centrum Pompidou mogliśmy kupić już ostatnie pamiątki. Następnie po obiadokolacji czekał nas wieczorny rejs po Sekwanie. Rejs był fantastyczny, zrobiło się ciemno więc wszystkie zabytki zostały oświetlone, co stwarzało niesamowity nastrój. Rejs był doskonałym podsumowaniem naszego pobytu w Paryżu. Mogliśmy jeszcze raz zobaczyć wszystkie zabytki, jakie zwiedzaliśmy. Na dodatek udało nam się zobaczyć migającą wieżę Eiffela, która normalnie oświetlona na niebiesko, co godzinę migocze białymi światełkami. Naprawdę świetny widok. Tym miłym akcentem pożegnaliśmy się niestety z Paryżem.

Ostatnim punktem naszej wycieczki była wizyta w Disneylandzie. Mieliśmy na to przeznaczone ok. 9 godzin, a i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego dokładnie. Ktoś może powiedzieć: Co to taki Disneyland? Zabawa dla niewyrośniętych dzieci i tyle. Jednak jest to mylne zdanie. Po pierwsze, było tam zarówno mnóstwo dzieci, jak i dorosłych ludzi. Po drugie, wszystko jest utrzymane w takim klimacie, że nie sposób nie być zachwyconym. Obok krainy baśniowych stworzeń, jest kraina przygód, z ogromną kopalnią złota rodem z dzikiego zachodu, miejsce tajemniczych odkryć Indiany Jonesa oraz wielka jaskinia piratów z Karaibów, a wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe. Po 9 godzinach chodzenia po najróżniejszych krainach, jazdy na zakręconych kolejkach górskich i innych karuzelach oraz robienia zdjęć z Goofym, Plutem czy np. Jackiem Sparrowem musieliśmy wrócić do autokaru i wyruszyć w siedemnastogodzinną podróż do Polski. Byliśmy tak zmęczeni, że większość drogi przespaliśmy. Jednak wszystkim nam było przykro, że ta wycieczka tak szybko dobiegła końca. Jednak mieliśmy sporo czasu, by powspominać minione 4 dni. Miejmy nadzieję, że jeszcze kiedyś dane nam będzie tam wrócić.

Nie rozpisywałam się na temat poszczególnych zabytków, bo zajęło by mi to dwa razy więcej miejsca, więc moglibyście w połowie usnąć. O wszystkich zabytkach będziecie mogli poczytać na stronie internetowej dotyczącej naszej wycieczki, która wkrótce będzie dostępna na stronie naszej szkoły. Będą tam także zamieszczone ciekawe zdjęcia z wycieczki, więc zapraszam

W ramach wyjaśnienia tytułu: Paryzjum nie jest to przejęzyczenie autorki lub jakiś neologizm, który sobie utworzyła. Jest to pierwotna nazwa Paryża z czasów, gdy był on małą osadą celtycką.

Autor: Weronika Leśniak